Jest w Polsce klub piłkarski, który dobrowolnie się zdegradował do niższej klasy rozgrywek- tylko dlatego, że nie ma gdzie grać. Kotwica Kołobrzeg walcząca o awans z II ligi zachodniej do I ligi z powodu modernizacji swojego stadionu postanowiła zdegradować się do ligi III, aby móc grać tam na spełniającym warunki tego szczebla rozgrywek euroboisku. Nasuwają mi się pytania dlaczego np. ŁKS nie zdegradował się dobrowolnie do niższej ligi, aby na niższym szczeblu rozgrywek móc wypłacić pensje piłkarzom (wiadomo, niższa liga - gorsi piłkarze z niższymi pensjami) ? Idąc dalej tym tokiem myślenia : dlaczego kluby posiadające problemy z kibicami, nie degradują się, aby ich ukarać ( będziecie niszczyć nasze mienie to będziecie oglądać nas z grających z amatorami).
Cały Polski futbol jest zaściankowy, od początku do końca. Prezes PZPN prowadzi interesy jak byśmy mieli średniowiecze, piłkarze są ambitni jak oldboy'e pod koniec meczu, a stadiony stanowią w wielu miastach pośmiewisko architektoniczne. Może PZPN powinien zdegradować wszystkie ligi i nałożyć zakaz gry w europejskich pucharach na wszystkie drużyny, aż wszystko nie zacznie wyglądać chociaż trochę normalnie?
Prezes Lato zadowolony z siebie sprzedaje prawa do transmisji reprezentacji na 10 lat po warunkach godzących w nasze dobro, dobro kibiców i nic się nie dzieje, nie ma żadnej reakcji. Nasza reprezentacja przegrywa mecze towarzyskie w fatalnym stylu, nie z winy trenera, lecz braku ambicji piłkarzy, lecz nikt nie zwraca uwagi na ich zachowanie, nadal są naszymi bohaterami. Rezygnacja i przyzwolenie do obecnego stanu rzeczy panuje na każdym milimetrze boiska, nie ma już chętnych do stawienia oporu. Może musi zadziałać ktoś z zewnątrz?
Anglicy mieli taki okres w swojej historii, gdy problem ich kibiców zaczął zagrażać nie tylko Wyspom Brytyjskim,ale także Europie. Okres 5 letniego wykluczenia z rozgrywek europejskich rozwiązał wszystkie problemy, społeczność na wyspach zrozumiała jakie są konsekwencje chuligaństwa. My także byliśmy blisko tego momentu, gdy został wprowadzony zarząd komisaryczny do PZPN - szczerze żałuje, że wtedy nas nie wykluczyli, może wiele rzeczy by się zmieniło na lepsze, a tak pozostaje nam wciąż czekać na cud. Nasze sumienie społeczne nie jest tak silne, aby przezwyciężyć miłość do tego sportu, nikt z nas po prostu nie wstanie pewnego dnia i nie powie, że olewa to bagno, stadiony nie zaczną świecić pustkami, Dlatego pytam co musi się stać, aby nasza piłka przypominała normalny, zdrowy sport ?
Było o Mili. Dziś o Matusiaku. Sam nie wiem czemu. Po prostu – przypomniałem sobie te mecze. Serbia, Belgia…. Miałoby być tak pięknie. I było, choć krótko. Wiecie jaki moment w eliminacjach do EURO 2008 utkwił mi najbardziej ? Nie, nie gole Ebiego. Mecz Serbią. I gol debiutanta :
Co prawda lekki rykoszet, ale czyż nie wymarzony debiut ? I to w dodatku w meczu, gdzie kadra dostała „kopa” na resztę eliminacji. Utkwił mi w pamięci jeszcze moment, gdy w tym samym meczu po walce z serbskim obrońcą Matusiakowi….podarła się koszulka. Z niebywałą troską, ale też z podziwem sam Benhakker przekazywał przy linii Radkowi nową koszulkę z nr 19. Prosta scena – a ile symboliki… Sami wiecie, co stało się później. Ciężko przywołać jakieś sukcesy po wyjeździe za granicą – 1 gol w Palermo ? Czy bramka w Heerenveen ? Dramat – tak określiłbym jego sytuację po powrocie do Polski. Po zaledwie ośmiu meczach w Wiśle oświadczył, że już nie chce grać. Ma dosyć. Stracił motywację. Nie potrafił jednoznacznie określić : odchodzi na chwilę, czy na zawsze ? Kuriozalnym był fakt, że ogłasza to zaledwie 26 – letni piłkarz… Nie oszukujmy się – wszyscy skreśliliśmy Matusiaka. Był idolem mediów. Nie na co dzień przecież polski piłkarz potrafi dobrze się wysłowić, mieć gust, klasę (smakosz win) czy wiedzę (Matusiak podobno inwestował w giełdę). Po decyzji Matusiaka o odejściu te same media odwróciły się od niego, donosząc co najwyżej o problemach życiowych piłkarza. Było, minęło. Wrócił. Widzew miał być odskocznią, powrotem do wielkiej piłki. Matusiak miał przypomnieć o sobie i swoich umiejętnościach – które przecież posiada. Bilans ? Raptem sześć meczy w rundzie wiosennej, w żadnym z nich nie zagrał pełnych 90 minut. Nie mówiąc już o bramce. Co dalej ? Naprawdę nie chcę, żeby kończył kariery, co doradzają mu „znawcy” pokroju Jana Tomaszewskiego. Radek może wrócić do Ekstraklasy i ponownie być w niej liderem. Karda ? A dlaczego nie ? Sam Benhakker przyznał, że jest to możliwe. Oprócz ciężkiej pracy musi też uwierzyć w siebie. Nie zwracać uwagi na media, co niestety często mu się zdarzało i – jak sam tłumaczył – odbijało się na jego formie. Radek, weź się garść. Czekamy. Na koniec coś dla przeciwników Radka. Nie, nie jest moim idolem, ale obiektywnie twierdzę, że nadal ma potencjał. Wiem, filmik sprzed 2 lat – co nie zmienia faktu, że tak może być znowu…
Ostatnio do moich rąk trafił wywiad z byłym reprezentantem Polski Vahanem Gevorgyanem ijak w każdym takim artykule z graczem, który przewinął się przez Łódzki Klub Sportowy pojawia się motyw kasyna, problemów z hazardem i ich konsekwencji. Vahan w przeciwieństwie do swoich kolegów (Radosław Matusiak i Sebastian Mila) przyznaje się, że taki problem zaistniał, a poradzeniem sobie z nim odmieniło jego karierę. Iw tym momencie spotkał mnie szok kulturowo-mentalny, gdyż ten 28-letni piłkarz informuje nas, że pragnie wrócić do kadry, a w przyszłości zagrać w jakimś hiszpańskim klubie (gdyż takie klimaty mu odpowiadają). Nie wiem w sumie co na to powiedzieć, facet strzelił 3 gole w ŁKSie i od razu ma chęć strzelać gole Valdezowi, ale idąc za słowami Krzysztofa Krawczyka „Bo marzę i śnię”.
Myślałem , że to żart, raz jeszcze sprawdziłem jego metrykę, ale 19 grudnia 1981 widniał jak wół i tu pojawia się pytanie, czy nasi piłkarze bujają cały czas w obłokach ? Ostatnim naszym graczem w polu w lidze hiszpańskiej był Ebi, facet grał w renomowanych klubach holenderskich i niemieckich, strzelał tam nawet czasem parę goli, a w reprezentacji swego czasu był gwiazdą pierwszego formatu. Jego osiągnięcia zaowocowały przeprowadzka do średniaka Racingu Santander, gdzie grał słabo i skończył sezon z 4 ligowymi golami na koncie, a tutaj pojawia się piłkarz z Polski, który nie miał nawet nigdy jednego sezonu na tak wysokim poziomie jak Ebi, a do tego wciąż grający w Polsce, który uważa, że sobie poradzi w Hiszpanii. Chciałbym dożyć dnia kiedy polscy ligowcy skupią się na graniu w swoich klubach, zamiast na doniesieniach prasowych na temat swoich transferów, a jak kopną dwa razy prosto piłkę nie będą opowiadać, że już niedługo zwojują cały świat. Vahan jest przypadkiem, którym nie będzie miał okazji konfrontacji ze swoimi marzeniami za granicą, lecz łatwo sobie przypomnieć jak kończyły się zagraniczne kariery naszych ligowców, budowane na takich samych marzeniach (Matusiak, Mila) .
Vahanowi życzę wszystkiego najlepszego, aby kiedyś mnie zaskoczył i spełnił swoje marzenie. A jak na razie można mu oddać, że gra świetną rolę, w drużynie, która była skazywana na porażkę od początku sezonu i wciąż napotyka przeszkody na swej drodze.
Za kończę ten wpis cytatem z Piotra Świerczewskiego: „Czy ta liga jest taka słaba czy to ja jestem taki dobry ?”
Transferowe lato, staje się zbyt gorące dla nie których prezesów, ceny i pomysły roszad w klubach przekraczają najśmielsze oczekiwania kibiców. Żyjemy w ciekawych czasach, nie ma już sumy, która by odstraszyła łasych na gwiazdy managerów. Pamiętam, że żyłem w latach, gdy Watykan grzmiał, że nieprzyzwoite jest wydawanie na piłkarza 50 milionów, a jeszcze wcześniej Inter nie zapłacił za Pelego 6 milionów lirów, obawiając się reakcji ludzi na taką rozrzutność. W stanach jest więzienie, w którym cena posiłku dla jednego więźnia wynosi 4 centy, a w Afryce koszt miesięczny posłania do szkoły i wyżywienia dziecka jest równy 8 euro. W tej sytuacji zastanawiam się co robi Real, gdzie jest zdrowy rozsądek, świat jest pogrążony w kryzysie, obecnie 826 milionów ludzi na świecie cierpi z powodu głodu i niedożywienia, Perez szaleje.
W tej całej sprawie najciekawszy jest aspekt kibiców, czy takie zarządzanie klubem może odwrócić od siebie fanów, czy to zniesmaczy madrycką publiczność, czy powiedzą stop? Pewnie nie, takie sumy są dla nas zwykłych śmiertelników wirtualne, 96 czy 66 milionów, to już nie ma znaczenia, to tylko liczby przepływające między kontami. Z pewnością Real zyska jeszcze więcej sezonowych fanów, sympatyków znających tylko Ronaldo, Kakę i kogoś tam jeszcze..., ludzi chlubiących się posiadaniem koszulki zespołu, którego miejsca w tabeli nie znają. Ten sport przypomina miejscami już tylko galerię handlową, pełną sklepów próbujących zachęcić do odwiedzin świecącymi wystawami. Real od kilku lat, próbuje przekonać, że nie jest to profesjonalna instytucja, sam fakt, rezygnacji z transferu Ronaldinho z powodu jego wątpliwej urody i kalkulacji, że nie będą się z nim sprzedawały koszulki, pokazuje jakimi priorytetami kieruje się ten zakład fryzjerski.
Czekając na czas oczyszczenia, które przychodzi po nadmiernym obżarstwie, podwójnie będę kibicował klubom, które osiągają sukces nie pieniędzmi, ale rozsądną polityką transferową i co najważniejsze wychowankami.
W Primera Division w przyszłym roku będzie jeden wielki przegrany i jeden oczekiwany zwycięzca, porażka Realu może być bardziej pewna niż w tym roku, nie można zapomnieć, że to drużyna, która ma problemy z wyjściem z 1/8 Finału Ligi Mistrzów. Taka konstrukcja może runąć w każdej chwili, masa gwiazd z przerośniętymi ambicjami i manią wielkości oraz nowy trener obarczony ogromną odpowiedzialnością, bez wielkiego nazwiska, będzie to substancja o ogromnej mocy, pytanie tylko leczniczej czy wybuchowej. Nie chciałbym być na miejscu Pereza, gdy znów na Santiago Bernabeu zaczną powiewać białe chusteczki. On sam świetnie musi sobie zdawać sprawę, że postawił całą swoją karierę na szali, a najbliższy rok będzie mógł w historii definiować jego całe życie. Ale przecież kto nie ryzykuje, ten nie wygrywa.
Na koniec pytanie, do czytelników naszego młodego bloga, czy należy coś zrobić z zaistniałą sytuacją transferową, wprowadzić limity wydatków w budżetach klubów, po których przekroczeniu płaciłoby się podwójnie jak ma to miejsce w NBA . Próby kontroli wydatków w F1 przyniosły wielki konflikt, czy coś takiego udałoby się w piłce nożnej?
Od 2006 r., gdy kadrę objął Leo Benhakker, niemalże co miesiąc zewsząd nadchodzą informacje o konieczności zmiany trenera. Krytyce poddawany jest sam Benhakker oraz jego warsztat, a gdy już „znawcom” brakuje argumentów, to wtedy pojawia się nagłe oburzenie faktem, że polską reprezentację prowadzi obcokrajowiec, zamiast rodzimego trenera. Oliwy do ognia dolewają sami pomysłodawcy zatrudnienia Holendra w 2006 r. – czyli PZPN. Oczywistym jest fakt, że w naszym piłkarskim związku Leo ma praktycznie samych przeciwników. Wszystko zaczęło się paradoksalnie po wywalczeniu upragnionego awansu do EURO 2008. Pamiętam, jak przed meczem z Belgami w Chorzowie zapytano Piechniczka o ocenę warsztatu, pracy z kadrą, zasług i wreszcie wkładu w rozwój polskiej piłki Benhakkera. „Nie zeszliśmy z drzewa” – odburknął Piechniczek, wyraźnie zdenerwowany, a poniekąd zazdrosny o trenerskie sukcesy Holendra. Otóż tak Panie Antoni ! Zeszliśmy z drzewa, a wręcz wróciliśmy wtedy do normalnej, europejskiej piłki, bo nie da się ukryć, że byliśmy dosłownie w głębokiej dupie, zanim przyszedł Leo. Podziwiam Benhakkera. Nie, nie tylko za osiągnięcia trenerskie (a trzeba obiektywnie przyznać, że są niezłe). Podziwiam go za klasę, powagę i cierpliwość, z jaką musi od trzech lat znosić wszystkie zagrania ze strony piłkarskiego środowiska w Polsce. Poza kibicami, bo do dziś podczas meczów kadry da się słyszeć gromkie „Leo, Leo”. Nie da się ukryć, że większość fanów kadry dostrzega efekty i trenerską rękę Leo. Fakt, nie idzie nam w eliminacjach do mundialu. To idealna okazja do fali krytyki Holendra. To wyczekiwanie na każdy błąd, potknięcie kadry stało się ulubionym zajęciem przeciwników Holendra. Panowie, trochę powagi ! Selekcjoner nie może odpowiadać za formę każdego zawodnika w meczu kadry, biorąc pod uwagę, że czasem ma dwa, trzy dni na optymalne zestawienie drużyny przed meczem. To nie wina Benhakkera, że Boruc ma problemy w klubie i w życiu prywatnym. To nie jego wina, że nagle Roger jest niewidoczny w meczu, a Błaszczykowski jest nieobecny (bo zazwyczaj ma kontuzję)… I tak ciągle, nieprzerwanie od 3 lat. Czy to są normalne warunki do pracy ? Do stworzenia dobrego klimatu wokół kadry ? Ostatnio znów zrobiło się gorąco. Po powrocie z RPA ze strony PZPN ponownie padła propozycja zmiany selekcjonera, tym razem wymieniając już konkretne nazwiska, w tym trenera Śląska Wrocław – Ryszarda Tarasiewicza. „Reprezentacji bym nie odmówił” – powiedział parę dni temu trener Śląska, zapytany o ewentualne przejęcie kadry po Leo Benhakkerze. Mam jednak nadzieję, że p. Tarasiewicz nie będzie miał w ogóle okazji, by odmówić. Osiągnięcia Tarasiewicza ? Trener od 2004 roku. Dwukrotnie wywalczył awans ze Śląskiem….z III do II, i przed rokiem z II do I ligi. Wow, a po drodze epizod w II – ligowej Jagielloni, gdzie został zwolniony. Największy sukces ? Chyba odwiedziny w Arsenalu i aż godzinna rozmowa z Arsenem Wegnerem.
To wszystko. Nie za mało na selekcjonera kadry? Jasne, p. Ryszard jest niezłym trenerem, jak na naszą Ekstraklasę, ale następnym razem proszę działaczy PZPN-u o zachowanie przede wszystkim powagi, przy podawaniu ewentualnych kandydatur na stanowisko trenera kadry.
W dobie ogólnego szaleństwa związanego z transferami i wciąż pojawiającymi się nowymi doniesieniami o zmianach klubów, zamieszczamy, coś nie za bardzo na temat sportowy, ale równie wiarygodnego jak niektóre plotki piłkarskie. ( nie mogliśmy się powstrzymać) To jest naprawdę mocne i pozwala się nieźle wyluzować.
Z dedykacją dla Radosława Majewskiego, który nie ma czasu na trenowanie rzutów wolnych.
Chociaż mieszkam ponad 150 km od Szczecina, to poza tym, że 4 – krotnie ratowano mi tam życie (operacje), nie mam z tym miastem nic wspólnego. Chyba, że mówimy o Pogoni. Obchodząca w zeszłym roku swoje 60 – lecie Pogoń to jeden z najbardziej zasłużonych polskich klubów. Gorzkie to byłe obchody, bo ciężko uważać za sukces awans z ówczesnej czwartej ligi do trzeciej… Każdy kibic, który choć po trosze interesuje się naszą ligą zna przyczyny upadku Pogoni. Działalność Antoniego Ptaka oraz jego brazylijski eksperyment odbiły się szerokim echem w kraju, szargając dobre imię i historię Dumy Pomorza. Zamiast walczyć o punkty w Ekstraklasie Pogoń w przededniu swojego 60 – lecia tułała się nawet po A-klasowych zachodniopomorskich boiskach, by wylądować (po fuzji z Pogonią Nowa) w IV lidze. Mam pretensje do wielu „fanów” Pogoni. Jeszcze nie tak dawno, gdy klub często plasował się w środku tabeli (a nawet zdobywając wicemistrzostwo w 2001 r.) frekwencja na stadionie Floriana Krygiera frekwencja często oscylowała w granicach 15 tys. Dziś, poza paroma meczami rzadko przekracza kilka tysięcy. I nie mówię tu tylko o frekwencji, bo całkowitym brakiem szacunku jest odwrócenie się od klubu w momencie jego słabości. Nie raz spotkałem się także z krzywdzącą opinią wobec Pogoni, gdzie pod ocenę brano jedynie „wyczyny” Antoniego Ptaka. Od wspomnianego awansu do trzeciej ligi (obecnej drugiej zachodniej) Portowcy mozolnie odbudowują swoją pozycję, przechodząc kolejne ligowe szczeble. Przed paroma dniami Pogoń wywalczyła awans do I ligi – ostatniego przystanku w długiej podróży do miejsca w Ekstraklasie. Dla mnie Pogoń to legenda. Klub, z którym mogę się identyfikować. Pochwalić sukcesami, ale też przyznać się do porażki. To klub posiadający znakomitych i wyróżniających się wychowanków (Grzelak, Kaźmierczak czy Grosiki). To prawdziwa Duma Pomorza. Wierzę, że za niedługi czas Gryf znów będzie witał piłkarzy Pogoni przed meczem – tym razem w na boiskach Ekstraklasy, czego życzę wszystkim wiernym fanom Portowców.
Jeden z najbardziej utytułowanych klubów w Polsce ma obecnie poważne kłopoty, jak najbardziej zasłużone - fakt, że Widzew korumpował jest niezaprzeczalny. I co teraz? Trwa dyskusja co powinno spotkać łódzki klub, z jednej strony mamy interes ligi, która zyska jeśli będzie grał w niej dobrze zarządzany klub, a z drugiej strony prawo, które powinno być sprawiedliwe i równe dla wszystkich.
Na początek notka dla zwolenników teorii, że sprawa Widzewa się przedawniła, może uderzę z grubej rury, ale posłużę się cytatem z Międzynarodowego Trybunału w Norymberdze : „Sumienie świata byłoby bardziej urażone, gdyby sprawcy takich czynów nie byli ukarani, niż w wypadku gdy poniosą karę.”. Tak oto Trybunał skwitował stwierdzenia, ze niektóre oskarżenia wobec hitlerowców są nieuzasadnione ze względów proceduralnych. Moim zdaniem nastąpiłaby więc wielka niesprawiedliwość, gdy ludzie odpowiedzialni za korupcję w polskiej piłce z jakiejkolwiek przyczyny uniknęliby kary. Są zasady, cała ta gra opiera się na ich akceptacji, to jest piękno footballu, a jakiekolwiek ich łamanie jest zbrodnia i prowadzi do patologii.
Czy należy karać tylko ludzi, czy też kluby? Wszyscy ponoszą odpowiedzialność, nikt nie zdoła mi wmówić, że kibice nie zauważą jak mecz jest kupiony, że ich drużyna wygrywa w dziwnych okolicznościach. Do tego boję się sytuacji, gdy kluby zaczną wynajmować do korumpowania innych drużyn Mietków lub Gienków, ludzi bez kręgosłupa moralnego,którzy nie mają nic do stracenia. Sam klub będzie bezpieczny, a polskie więzienia będą się zapełniać nowymi działaczami. Solidarna odpowiedzialność za korupcję, może być jedyną rzeczą, która zmusi działaczy do wyplenienia tego zjawiska z polskich boisk. Jeżeli, każdy będzie się bał, od prezesa po chłopca do podawania piłek, że ich klub zostanie zdegradowany, siłą rzeczy nikt się nie odważy na łamanie prawa.
W najbliższym czasie dowiemy się, czy bohater najpopularniejszej piosenki na polskich stadionach zdecyduje się na sprawiedliwość, czy będzie liczył się tylko z własnymi interesami i nagminnym kolesiostwem. Widzew to legenda, klub wspaniały i jak mało, który zasłużony dla Polski, który jest silny duchem, a jako nowy zespół mógłby bardzo uatrakcyjnić naszą Ekstraklasę. I dla tego jedynym słusznym rozwiązaniem jest podtrzymanie kary, aby udowodnić, że zasady dla wszystkich są równe, bez wyjątków. Prawdziwi widzewiacy poczekają,bo czasem aby oczyścić się z hańby, trzeba ponieść dotkliwą karę, a z klubem się jest na dobre i na złe.
Pamiętacie 11 października 2006 roku ? Fakt, świetny mecz całej kadry, ale zwłaszcza jednego zawodnika – Euzebiusza Smolarka, który rozegrał tego dnia chyba swój najlepszy dotychczasowy mecz. Później doszły kolejne, jakże ważne bramki w eliminacjach do EURO 2008. Ebi był wtedy gwiazdą, o którą pytały wielkie kluby. Skończyło się co prawda na przeciętnym Racingu Santander, ale bądźmy szczerzy – nie każdy trafia do Primera Division. Miał dostać sezon, by przywyknąć do hiszpańskiego futbolu, ograć się a także uczyć od samej legendy klubu z Santadner – Pedro Munitisa. Smolarek praktycznie przez cały sezon przegrywał rywalizację z Mohammedem Tchite. Uzbierał jednak 34 występy, w których strzelił – ledwie – 4 bramki. Wypożyczenie Ebiego do Boltonu z początkiem sezonu 2008/09 miało na celu odbudowanie jego formy, szansą na przebudzenie polskiego snajpera, a przede wszystkim sprawdzeniem go w najlepszej lidze świata. Ciężko wskazać moment, w którym zastopowała kariera Smolarka. Czy był to „tylko” słupek w meczu z Realem ? Nie da się ukryć –bramka zdobyta przeciwko takiemu rywalowi na pewno zwróciłaby uwagę na Smolarka. A może problemy zaczęły się od uchylania się i unikania przyjazdów na kadrę ? Media niejednokrotnie donosiły o konflikcie na linii Benhakker - Smolarek. Dowodem niechęci tego drugiego wobec selekcjonera był chociażby słynny gest, po zdobyciu bramki w wyjazdowym meczu z San Marino. Od wspomnianych powyżej wydarzeń Smolarek jakby przybladł. Nie ma go w mediach, występami w Boltonie też nie ma co się zachwycać (12 spotkań, z czego większość to wejścia z ławki). Umówmy się – 4 zdobyte bramki przeciwko San Marino w Kielcach to był obowiązek, a nie wyczyn Smolarka. Ostatni sezon był z pewnością stracony. Bolton nie ma zamiaru przedłużyć umowy, Racing pragnie jak najszybciej się go pozbyć, a ofert ponoć brak… Była rzekomo oferta z Arisu, jednak nie należy chyba brać tego na poważnie. Czas biegnie. 28 – letni napastnik potrzebuje niewątpliwie zmiany klubu. Nie udało się w Anglii, Hiszpanii – może uda się gdzie indziej. Media chyba przedwcześnie skreśliły Ebiego. Grono kibiców chyba też. Mamy dziwną skłonność, że szybko zapominamy zasługi naszych „bohaterów eliminacji”. Przykład Smolarka nie jest odosobniony. Podobny los spotkał Frankowskiego czy Żurawskiego. Nie wiem, co się stało ze Smolarkiem. Na dziś ratunkiem byłaby z pewnością zmiana klubu, gdzie w spokoju mógłby odbudowywać formę. Nie wiem, jak inni, ale liczę jeszcze jego grę w kontekście reprezentacji. Mogą wrócić sezony, jakie miewał w Borussi. Potrzebny jest czas, i z pewnością praca i chęć ze strony zawodnika, ale także spokój i zrozumienie ze strony zarówno kibiców, jak i mediów.
Obecnie jesteśmy świadkami odcinka nr 1232 spektaklu medialnego - dokąd idzie C. Ronaldo ? Niby wszystko wygląda tak jak zwykle : Ronaldo chce zmienić klub, ale mówi, że Manchester jest wspaniały; Ferguson jest jak jego drugi ojciec; Real naciska, oferuje różne sumy itp. Tylko teraz widzę jednak poważną różnicę pod postacią sygnałów wysyłanych ze strony United - dotychczas ich wymowa była jednoznaczna: Nie ! Tym razem brak takich wypowiedzi, a spekulacje, że zgodzili się na transfer zdobywcy Złotej Piłki, nie są przez nikogo dementowane.
Ta sytuacja powoduje, że i ja zaczynam wierzyć w transfer Ronaldo do Realu, który ostatecznie zakończy całe zamieszanie w mediach. Cała ta zmiana klubów rysuje jedno pytanie,czyli co na tym zyska lub straci Ronaldo. Nie należę do grona jego wielbicieli, lecz nie oznacza to, że nie mam szacunku do jego umiejętności. Nie podoba mi się w nim to, że obecna ikona piłki nożnej jest popularna nie tylko za swój wkład w football i liczne osiągnięcia, lecz także za to, że jest zniewieściałą panienką. Można było zrozumieć jego zachowanie podczas ME 2004 w Portugalii, gdy był jeszcze stosunkowo młodym zawodnikiem i nieudane zagranie kończył z łzami w oczach. Tłumaczyłem sobie wtedy, że ciążyła na nim odpowiedzialność i marzenie o zwycięstwie w ojczyźnie. Dni mijają, a on jest nadal tym samym chłopcem sprzed pięciu lat, który w okresie dojrzewania przemienił się z beksy zapatrzonego w siebie w cwaniaka, liczącego się tylko ze swoim wizerunkiem. Stał się idolem milionów chłopców na całym świecie, którzy często w wręcz karykaturalny sposób próbują się do niego upodobnić, to chodząc na solarium lub wywracając się w polu karnym bez kontaktu z żadnym zawodnikiem. Można spotkać się z głosami, że Ronaldo kontynuuje spuściznę Beckhama, lecz Anglik potrafił udźwignąć swój wizerunek, a Ronaldo się w nim zatracił.
Czytając dziś prasę spotkałem się ze słowami Marka Hughesa, że odejście z United to zawsze krok w dół, w przypadku Beckhama tak było, czy tak samo stanie się z Portugalczykiem? Denerwujące jest to w postępowaniu Cristiano ( lub jak kto woli Krystyny), zapomniał jak wiele zawdzięcza Fergusonowi. Kiedy przychodził na Old Trafford, był zwykłym kolejnym talentem pozyskanym przez Manchester. Nie był gwiazdą światowego formatu, jego statystyki z Sportingu nie zachwycały ( 31 meczy 5 goli), ale Feguson nie bał się na niego stawiać. Pierwszy sezon w barwach czerwonych diabłów zakończył z bilansem 40/6. Po incydencie na mistrzostwach świata w Niemczech, gdy w meczu Anglia - Portugalia namawiał sędziego, aby ten wyrzucił z murawy jego kolegę klubowego Rooney'a (czym zasłużył sobie na nienawiść całej Anglii) nadal stał za nim murem Ferguson, nie zważając na prośby kibiców o wyrzucenie Portugalczyka z drużyny. Przez 6 sezonów z każdym dniem stawał coraz lepszym piłkarzem, a Manchester skutecznie umożliwiał mu to, likwidując przeszkody na jego drodze pod postacią skłóconego z nim van Nistelrooya. I jak odwdzięcza się Ronaldo ? Od dwóch lat nieustannie próbując zmienić klub, nie dostrzega ile zyskał i jak wielki ma dług wobec Manchesteru. 3 mistrzostwa i 1 triumf w Lidze Mistrzów tego nie spłacą.
Ostatnie pytanie, czy Ronaldo będzie nadal wielki w Realu? Czy poradzi sobie w chaosie, który zawładną tamtym klubem ? Opuszczając United, wypływa na głębokie wody do klubu, w którym reszta zawodników może nie być podporą, tylko przeciwnikami o status gwiazdy. Lista piłkarzy, którzy nie poradzili sobie w Madrycie jest długa, bycie galaktycznym nie jest takie łatwe, gdy każdy w drużynie chce nim być. Manchester był kolektywem, wszyscy pracowali na wyniki, na sukcesy. Czym będzie nowy Real ( zresztą to świetny materiał na nowy wpis) ? Nie mam pojęcia. Nazwiska nie grają, raczej wszystkie myślą tylko o sobie, aby być jeszcze większe.
Mówi się Real albo Barcelona, mam nadzieje, że w dzisiejszym footballu jest jeszcze miejsce na inny dylemat : honor czy sława.